Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

5 stycznia 2012

" Wspomnienia " Monika Żeromska

Podczas ostatniej mojej wizyty w bibliotece poszukiwanych przeze mnie tytułów nie było, a na półkach nie znalazłam nic, co jakoś szczególnie zwróciłoby moją uwagę. Nie miałam więc innego wyjścia, jak wypożyczyć książkę, którą już kilkakrotnie czytałam, a której lektura nadal sprawia mi dużą przyjemność. O tej książce mam zamiar dzisiaj napisać - są to " Wspomnienia " Moniki Żeromskiej ( rozpoczynają się obrazami wczesnego dzieciństwa podczas I Wojny Światowej, a kończą się w roku 1939, gdy wybucha następna wojna ).

Autorka książki Monika Żeromska ( zbieżność nazwisk ze słynnym pisarzem nieprzypadkowa, bo to jego córka ) wspomina swoje dzieciństwo i młodość, rodziców, bliższą i dalszą rodzinę, znajomych i przyjaciół, szkoły - te w Polsce i zagranicą, studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zagraniczne podróże itp. a tłem dla snutych opowieści jest barwna rzeczywistość międzywojennej Polski, zwłaszcza ówczesnego świata kultury .Przez życie i dom Żeromskich przewijało się wiele znanych postaci m.in. Witkacy, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Janusz Korczak, Kornel Makuszyński, Juliusz Osterwa, Stefan Jaracz, państwo Mortkowiczowie (zasłużone dla polskiej literatury małżeństwo wydawców i księgarzy ).

Bardzo ciekawie czytało mi się o wspominanej często w książce Gdyni - najpierw malutkiej wsi, w której Monika Żeromska spędzała wakacje, z biegiem lat zmieniającej się w nowoczesne portowe miasto - dumę międzywojennej Polski.Jeszcze ciekawiej, a nawet trochę z zazdrością czytałam o podróżach oraz krótszych, i dłuższych pobytach autorki zagranicą : w Szwajcarii, Francji czy Włoszech. Odniosłam wrażenie, że w ówczesnych czasach Polacy ( oczywiście ci zamożni lub ze świata artystycznego ) o wiele swobodniej czuli się w świecie i mieli więcej kontaktów z zagranicą niż obecnie ( niby już w zjednoczonej Europie ) i zachowywali się bez żadnych kompleksów, które często dzisiaj nam towarzyszą.

W ujmujący i czuły sposób Monika Żeromska pisze o swoich rodzicach : Stefanie Żeromskim i Annie Żeromskiej oraz relacjach panujących w ich małżeństwie. Dzięki tej książce poznałam nieznane mi dotąd fakty z życia osobistego Stefana Żeromskiego, m.in. że pisarz był dwukrotnie żonaty, i że dla drugiej, młodszej o 25 lat żony Anny zdecydował się na rozwód .

" Jeżeli najdalej sięgnę wspomnieniem, to pamiętam ich zawsze razem, zawsze blisko siebie. W pokojach, po których biegałam, zastawałam ich nagle stojących pośrodku, jakby się przypadkiem spotkali, ciasno objętych z policzkiem przy policzku, zupełnie znieruchomiałych. Biegłam wtedy do kuchni po malutki stołeczek, wpychałam go między ich kolana i stawałam na nim, wciśnięta ciasno między ich ciała, stękając i prosząc : << Kochajcie mnie, kochajcie mnie >>."


Mimo, iż wspomnienia jako całość czyta się lekko ( autorka przywołała wiele zabawnych  anegdot i historii ), to nie brakuje w książce fragmentów bardzo przejmujących - na przykład dotyczących choroby i śmierci Stefana Żeromskiego, czy ostatnie strony opisujące tragiczny początek II Wojny Światowej.

" Dwudziestego listopada poszłam jak zawsze rano na lekcje do państwa Skoczylasów. Około jedenastej wszedł do pokoju ojciec Marysi i coś do niej cicho powiedział. Potem wyszłam z nim razem do domu, ale jeszcze nie wiedziałam, co się stało. W domu ktoś, nie wiem kto, powiedział mi, że ojciec umarł. "

" I jak życie mogło być tak jakoś żle wymyślone i niedbale zakończone. Dziecko zaczynało się w brzuchu matki, było tam, rosło bezpieczne i kochane, a nagle przychodziło jakieś pęknięcie czegoś w człowieku albo czegoś tam  niedostateczna ilość i ten kochany, kochający kończy się w okrutny sposób, a po tym końcu dzieją się z nim rzeczy potworne, o których nie można myśleć. Taki piękny początek i taki okrutny koniec. A jeszcze jedno mnie dręczyło. Wiedziałam, że my będziemy kochać ojca zawsze, tak jak dotąd, tu nie było problemu. Ale co się stało z jego miłością ? Znikła ? "


" Poznaję nowe uczucie. Tyle lat przeżyłam i nie wiedziałam, jakie ono jest i że ono istnieje, to znaczy, że może istnieć we mnie. To uczucie nienawiści. Nie znałam go jeszcze nawet wtedy, kiedy rzucali na nas bomby i zabijali nas tak okrutnie. Wtedy to była jakaś klęska elementarna, która na nas spadła. Ale teraz widzę ich co dzień, z ich twarzami, kolorem mundurów, zwyczajnie stawiających nogi na naszych chodnikach. Ciągle także uczucie straszliwego zawodu, oszukanie nas przez nasz rząd, jego ucieczka, czy musieli, wszystko to przewraca się w głowie po całych nocach aż do płaczu, do ostatecznego smutku. "


Wspomnienia napisane są piękną polszczyzną - obcowanie z nią sprawia czytającemu wielką przyjemność, ale i wywołuje ukłucie żalu - może i teraz piszemy po polsku, ale jest to zdecydowanie brzydsza i bardziej uboga wersja naszego języka. Jak zawsze zastanawiam się też ( czytając inną wspomnieniową literaturę mam podobne myśli ), jak to się dzieje, że Monice Żeromskiej czy pozostałym autorom udało się tak wiele rzeczy dokładnie zapamiętać - tyle szczegółów i detali ? Czy to specyfika ludzi tamtej, minionej już dawno  epoki ? Czy może i nam mogłaby się ta sztuka udać, gdybyśmy się tylko  postarali ?

Jak napisałam wcześniej, książkę czyta się lekko ( poza wymienionymi fragmentami ) - w wielu miejscach klimatem przypomina mi ona " Marię i Magdalenę " Samozwaniec. Może nie jest aż tak żartobliwa, ale podobieństwa między tymi książkami niewątpliwie istnieją ( dwudziestolecie międzywojenne, te same znane postaci, pojawiające się na stronach obu książek ). Jednym słowem, zachęcam do jej przeczytania i to nie tylko miłośników literatury wspomnieniowej. Jak mówi pewne piękne zdanie, autorstwa Khaila Gibruna " Wspomnienie jest formą spotkania " - dzięki książce Moniki Żeromskiej czeka nas bardzo ciekawe spotkanie  - i z samą autorką, i ze wspominanymi przez nią ludżmi, i z międzywojenną Polską. Na koniec muszę koniecznie dodać, że opisywana książka to pierwszy tom dłuższego cyklu. Lekturę pozostałych części również gorąco polecam.

Monika Żeromska, Wspomnienia, Czytelnik, 1993, s. 320

15 grudnia 2011

" Pożegnanie z Afryką " Karen Blixen

Pisz i powiedz nam, jeżeli wrócisz. Myślimy ty wrócić. Bo dlaczego ? Myślimy ty nigdy być możliwe zapomnieć nas. Bo dlaczego ? Myślimy ty pamiętać jeszcze wszystkie nasze twarz i imiona naszej matki.

" Pożegnanie z Afryką " zaczęłam czytać pod koniec zeszłego tygodnia, gdy na dworze było nie tylko zimno ( jak przystało na grudzień ), ale deszczowo i wietrznie. Sięgnęłam po książkę Karen Blixen z nadzieją, że na przekór pogodzie za oknem, poczuję się za jej sprawą choć odrobinę cieplej. I tak w istocie się stało.

" Pożegnanie z Afryką " to wspomnienia autorki z jej kilkunastoletniego pobytu w Kenii ( od roku 1914 do 1931 ) na ukochanej farmie u zbocza gór Ngong. Karen Blixen przeniosła się tam wraz z mężem, by zająć się uprawą kawy. W krótszych i dłuższych  opowieściach pisarka wraca swoimi myślami do afrykańskiego życia : prowadzenia plantacji, tamtejszej przyrody, krajobrazu, a najczęściej do spotkanych przez nią ludzi : rodzimych mieszkańców ( zwłaszcza z plemienia Kikuju ) i tych, którzy tak jak ona, przybyli do Afryki z innych stron świata. Sylwetkom i losom Kamante, Faraha, czy Ezy  ( czyli krajowców, jak  autorka często nazywa Afrykańczyków ) poświęca  w swoich wspomnieniach wiele uwagi. Mimo świadomości, iż jako przybyszowi z Europy, nigdy  nie uda jej się mieszkańców Czarnego Lądu do końca zrozumieć, starała  się ich jednak jak najlepiej podczas swego pobytu poznać. Stąd nie brakuje w książce spostrzeżeń i obserwacji na temat afrykańskiej mentalności i tego, co ją różni od europejskiej.

Jak wszystko, co powstało dobrych kilkadziesiąt lat temu, powieść Karen Blixen cechuje : elegancja stylu ( po żonie barona można się jej zresztą spodziewać - pisząc pół żartem, pół serio), przywiązanie do szczegółu, a co za tym idzie liczne iście malarskie opisy, a nade wszystko, jak wcześniej wspomniałam, mnogość refleksji dotyczących afrykańskiego charakteru i sposobu życia.

Tych czytelników, a raczej czytelniczki, które oglądały film Sydneya Pollacka " Pożegnanie z Afryką " ( z Meryl Streep i Robertem Redfordem w rolach Karen Blixen i Denysa Finch Hattona ), a nie czytały jeszcze wspomnień Blixen - chciałabym uprzedzić, że film i książka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Czytelniczki, które spodziewają się historii miłosnej, będą pod tym względem  zawiedzione. W kwestii swego życia uczuciowego Karen Blixen jest bowiem rozczarowująco dyskretna. O mężu wspomina raz i to prawie pod koniec książki, o separacji i rozwodzie wcale, a Denysa nazywa jedynie przyjacielem. Chociaż, gdyby się lepiej zastanowić, powieść Karen Blixen można jednak uznać za powieść o miłości - ale o miłości do Afryki . W przeciwieństwie do obrazu Afryki, jaki dociera do nas z mediów, czyli obszaru nękanego przez wojny, klęski żywiołowe - Afryka w ujęciu pisarki to pełen niezwykłości i piękna kontynent. A wracając do porównania książki i filmu : stanowią one dla siebie doskonałe uzupełnienie - co pominięto w książce, wyeksponowano w filmie i na odwrót.

Dom Karen Blixen w Kenii żróło : www.flickr.com, autor zdjęcia Pablo Sanchez, Licencja Creative Commons

Skłamałabym pisząc, że " Pożegnanie z Afryką " będzie się na pewno wszystkim podobać. Na zimowy wieczór to jednak , moim zdaniem, książka doskonała. Czyta się ją nieśpiesznie, a ze stron powieści jakimś magicznym sposobem emanuje ciepło ( zapewne prosto z Kenii ). Ale zdarzały się również chwile, na szczęście rzadko, że powieściowe opisy mnie nużyły, a refleksje irytowały ( zamiłowania autorki do polowań też jakoś nie potrafię zrozumieć ). Coś jest jednak w tych wspomnieniach tajemniczego, co sprawia, że  chce się do nich wracać. I jestem absolutnie pewna, że gdy tylko zatęsknię za ciepłem i słońcem, do Karen Blixen  z pewnością powrócę. Zapomniałam tylko dodać, że autorka powieści to postać nietuzinkowa, ale to się  rozumie samo przez się. Rozpoczynam zatem poszukiwania wydanych przez Wydawnictwo Literackie listów Karen Blixen i innych książek na jej temat.

Widniejący na początku cytat - to przytoczony we wspomnieniach Karen Blixen fragment listu, napisanego do niej przez Kamante  po  wyjeżdzie autorki z Kenii. Choćby dla tych wspomnianych kilku linijek tekstu warto " Pożegnanie z Afryką " przeczytać.

Wszystkim, którzy chcą czegoś więcej dowiedzieć się o życiu Karen Blixen ( 17.04.1886 - 7.09.1962 ), polecam wyszperany w sieci artykuł z National Geographic.

A tutaj filmik o pisarce ( można zobaczyć jak wyglądała ) :


Karen Blixen, Pożegnanie z Afryką, Muza, 2010, s. 304